Chciałbym rzucić nieco światła na problem projektu nowej ustawy hazardowej według emocjonalnej konferencji prasowej Premiera Tuska. Spojrzeć na zagadnienie z perspektywy gracza – hazardzisty.
Od ponad 30 lat uczestniczę w różnych formach wzajemnych zakładów. Od przewidywania zwycięzcy na wyścigach konnych na Służewcu, czy wygra Ben Comet czy Sasanka w czasach zamierzchłych, czy wygra mecz piłkarski Manchester United czy Chelsea w czasach obecnych. Tak gra na Służewcu jak i gra u bukmachera jest czynnością legalną, odpowiednio opodatkowaną i przy zachowaniu zwykłej odpowiedzialności nie widzę w niej nic złego. To identyczne decyzje i identyczne zachowania jak gra na giełdzie czy inwestycja w walutę, złoto, nieruchomości itd. Tylko skala mniejsza. W tej chwili na rynku polskim działa chyba osiem zarejestrowanych firm bukmacherskich które mają setki punktów kolekturowych na terenie całego kraju.
Żeby ogarnąć problem przedstawię rzecz na prostym przykładzie.
Wyobraźmy sobie mecz tenisowy pani Radwańskiej z panią Iksińską i załóżmy że mają one równe szanse na zwycięstwo. Czyli po 50%. Kursy na takie zdarzenie powinny być jak 2,00 versus 2,00.
Ale bukmacher płaci za to 1,80 v 1,80. To jest bukmacherska marża. Grając za 100zł panią Radwańską która ma 50% szansy otrzymujemy na starcie zamiast 200zł tylko 180zł.
Pisze na starcie ponieważ zagrany mecz obciążony jest kolejną daniną. Podatkiem obrotowym. Nie 10-cio procentowym podatkiem od dochodu ale od obrotu czyli praktycznie prawie 20% podatkiem dochodowym.
Zatem za zwycięstwo pani Radwańskiej która miała 50% szans i za 100zł należałoby się 200zł z oczywistego punktu widzenia, w punkcie otrzymamy jedynie 162zł. Ryzykując 100 wygramy 62.
Opowiadam to tak łopatologicznie dlatego, ponieważ jak ktoś nigdy nie grał – trudno to pojąć.
No dobrze, tak jest dzisiaj.
Premier zapowiedział, ze w zakładach wzajemnych ma zamiar podnieść podatki do 25%.
Nie zlikwidować firmy bukmacherskie, wyścigi konne – czyli nie zlikwidować problem ale podnieść podatki. Ale nie firmom które zakłady przyjmują. Oni mają swoje marże, swoje dochody i jako firmy będą obciążone podatkami na zwyczajnych ogólnie przyjętych zasadach. Dla nich w zasadzie nic się nie zmieni bo ludzie grali, grają i grać będą.
Dodatkowy podatek spada na barki grających. Tych niby to mających być chronionymi. Żeby szybciej przegrali.
Oto bowiem dostaną teraz za ową panią Radwańską 135zł za postawione 100zł czyli za szansę 50% zamiast normalnej stówki dostaną już nie 62 ale 35 złotych.
A przyjmując, że standardowy gracz nie jest takim szczęśliwcem jak słynny pan P, szanse 50-procentowe będą trafiali jedynie raz na dwa postawienia.
Proponowany przez Premiera podatek to jakby w kasynie za trafienie postawionego numerka z 37-miu na kole, krupier wypłaciłby jedynie 13 krotność. Ciekawe jakby na to zareagowali właściciele kasyna i gracze ? Lub za czerwone, czarne, za postawioną stówę na kolor wypłacaliby 100+35.
Z drugiej strony ciekawe, czemu taka nierówność podatkowa istnieje. W kasynie grać traci na rzucie kulką jedynie około 1% kasynowej marży a wygrane nie są w żaden inny sposób opodatkowane.
pozdrawiam


